„La La Land” - recenzja

Autor: Damian Drabik Redaktor: Motyl

Dodane: 21-01-2017 09:14 ()


Obiektywna recenzja kończy się tam, gdzie recenzent nie potrafi ukryć swojej nienawiści lub zachwytu nad dziełem. Cóż jednak poradzić, gdy po seansie „La La Land” uśmiech dosłownie nie schodzi z twarzy, a nogi same, zamiast do wyjścia, kierują się do kasy po bilet na kolejną projekcję. W dobie masowo realizowanych produkcji obliczanych na sukces (głównie finansowy), film nakręcony ze szczerej pasji musiał ten sukces odnieść naprawdę. Widza nie oszukasz. A Damien Chazelle kręci filmy, jakie sam chciałby oglądać.

„La La Land” to produkcja, która w subtelny sposób miesza w sobie bardzo wiele konwencji i gatunków. Na pierwszy rzut oka jest to barwny musical nawiązujący do legendarnych hollywoodzkich arcydzieł złotej ery, ale jest to przy okazji pozornie proste „love story”, które mogłoby równie dobrze zostać opowiedziane w standardowy sposób bez całej tej muzykalnej otoczki. Jeśli jednak zagłębić się trochę bardziej, znajdziemy już bezpośrednią paralelę do debiutanckiego filmu Chazelle’a – „Whiplash”. W końcu jest to także opowieść o miłości do jazzu, który nieustannie się tutaj przewija. Jest to również traktat o pasji i trudach dążenia do realizacji marzeń. Zamiast więc prościutkiej, a miejscami naiwnej historyjki o miłości, dostajemy słodko-gorzką opowieść, z której wynika nie tak radosne wcale przesłanie, że czasem miłość może nas ograniczyć, a koszt spełnienia marzeń bywa niekiedy przytłaczający.

Najciekawsze jest to, że Chazelle pozostaje wierny własnej pasji, jaką jest jazz i że stara się zarażać nią widzów. To zupełnie inna opowieść niż „Whiplash”, nie tak agresywna i trzymająca w napięciu, zresztą inaczej rozłożono tu akcenty. „La La Land” to pokrzepiająca historia i radosny hołd złożony Hollywood w czasach jego największej chwały, ale leitmotiv Chazelle’a pozostaje wyraźny. Imponujące przy tym, jak reżyser, pozwoliwszy się wtłoczyć w tę filmową machinę, pozostaje w zgodzie ze sobą i jak doskonale rozumie swoich widzów.

Bardziej poważani twórcy mogliby się od Chazelle’a uczyć, jak z prostego scenariusza wycisnąć tak wiele emocji, jak zarażać swoją pasją widza i jak po prostu cieszyć się kinem. A jest jeszcze finał! Zakończenie, które wnosi tę historię na zupełnie inny poziom. Ostatni raz „5 minut” filmu rozłożyło mnie w ten sposób na łopatki podczas początkowej sekwencji „Odlotu”.

Emma Stone i Ryan Gosling to praktycznie samograje. Już po raz trzeci spotykają się razem na ekranie i to niesamowite, jak dobrze się rozumieją i jak wspaniale razem wyglądają. Mia marzy, by zostać aktorką, choć na razie spogląda na Hollywood przez szybę kawiarni, w której pracuje. Sebastian z kolei pragnie zostać pianistą jazzowym, lecz trudno pogodzić mu się z faktem, że tradycyjny jazz odchodzi już do lamusa. Już ich przypadkowe spotkania nasączone są niesamowitym humorem, a trzeba będzie kilku przypadków, by w ogóle zaiskrzyło. Ona jest jednak urocza, on zabawny i nostalgiczny zarazem, we dwoje świetnie się dopełniają i tworzą wspaniałą ekranową parę.

Technicznie to perełka i nominacje do Oscara za charakteryzację, scenografię, kostiumy, zdjęcia, montaż, piosenki są już przesądzone. Kolejne musicalowe sekwencje są zachwycające, wizualnie dopieszczone jest „La La Land” do granic, a muzycznie… jestem pewien, że będziecie nucić te melodie jeszcze długo po seansie.

„La La Land” to absolutna rewelacja. Nie zastanawiajcie się, czy ruszyć do kina, bo już nic radośniejszego może się w tym roku nie trafić. Chazelle szturmem podbija Hollywood, a nam pozostaje się jedynie cieszyć i powtarzać za bohaterami: „kochajmy marzycieli”. Doskonały humor po seansie gwarantowany.

 

Tytuł: „La La Land”

Reżyseria: Damien Chazelle

Scenariusz: Damien Chazelle

Obsada:

  • Ryan Gosling
  • Emma Stone
  • John Legend        
  • Rosemarie DeWitt    
  • J.K. Simmons        
  • Finn Wittrock        
  • Tom Everett Scott
  • Meagen Fay

Muzyka: Justin Hurwitz

Zdjęcia: Linus Sandgren

Montaż: Tom Cross

Scenografia: David Wasco

Kostiumy: Mary Zophres

Czas trwania: 128 minut

Dziękujemy Cinema City za udostępnienie filmu do recenzji.


comments powered by Disqus