Paweł Kornew „Tam, gdzie ciepło” - recenzja

Autor: Luiza Dobrzyńska Redaktor: Motyl

Dodane: 24-12-2016 12:16 ()


Światy postapokaliptyczne bywają różne. Jedni pisarze ukazują nam Ziemię zamarzniętą, inni płonącą. Jedni opisują śmiertelnie poważną rzeczywistość, drudzy popadają w groteskę, a nawet jawną kpinę. Czasem powstaje interesujący melanż SF i fantasy, tak jak w powieściach Wladimira Wasiljewa, z których jedna - „Wiedźmin z Wielkiego Kijowa” - została przetłumaczona na język polski. Seria Pawła Kornewa, „Przygranicze”, również łączy w zgrabny sposób postapokalipsę z fantasy – aż szkoda, że w Polsce wydano do tej pory tylko dwie książki z tego bogatego cyklu.

Jewgienij Maksymowicz Apostoł dobrze zna Pogranicze, gdzie magia nie jest wcale bajką dla grzecznych dzieci. Po ostatnich przygodach nie kwapi się do nowych, choć wolałby odpoczywać w przytulniejszym miejscu niż hotel Hadesa. Niestety, nie bardzo ma wybór. Jest w zasadzie uwięziony, choć nikt tego tak nie nazywa, a warunki ma – jak na więzienie – dość luksusowe. Nie ma się co jednak dziwić, że bardzo chciałby opuścić to miejsce. W dniu urodzin Jewgienija okazuje się, że życzenia czasem zostają spełnione przez bliżej nieokreślone siły. Uwolniony z zamknięcia odzyskuje moc jasnowidzenia. Znajomi, którzy umożliwili mu wydostanie się na wolność, zabierają go do nowych zleceniodawców. Zarówno ich tożsamość, jak i samo zlecenie mocno dziwi Jewgienija, ale nie bardzo ma wybór – potrzebuje pieniędzy. Przewiduje oczywiście kłopoty, nie ma jednak pojęcia, jak wielkie one będą. Kłopoty, a nie pieniądze, ma się rozumieć...

„Tam, gdzie ciepło” jest lekką, miejscami trochę straszną, a miejscami dowcipną opowieścią o cwaniaku, który umie wszędzie przeżyć i zarobić. Nawet w miejscu, które jest pomieszaniem co najmniej dwóch światów i człowiek dostaje nagle magiczne moce, choć wcale o to nie zabiega. Cóż dziwnego w tym, że ktoś, kto był cwaniakiem przed katastrofą, wykorzystuje nowy dar po cwaniacku? Jewgienij nie jest w sumie kimś niemoralnym, po prostu usiłuje przeżyć i trudno mieć mu za złe, że woli żyć w miarę komfortowo, niż wegetować gdzieś w kącie. Jego postać jest zdecydowanie najlepiej skonstruowana ze wszystkich bohaterów książki. Nie to, żeby inni byli jednowymiarowi czy pozbawieni cech osobowych, po prostu są mniej kolorowi. Jewgienij ściąga na siebie prawie całą uwagę czytelnika i dla jego towarzyszy pozostaje już mało. Chociaż przyznaję, że Niosący Światłość, coś w rodzaju religijnego bractwa o zacięciu handlowym, to majstersztyk. Wypadli wspaniale.

Książka Pawła Kornewa jest fabryczną kontynuacją „Lodowej Cytadeli”, wcale nie pierwszego tomu cyklu „Przygranicze”, opowieści ze świata równoległego. Ich akcja rozgrywa się w okręgu kilku miast i osad, wyrwanych z naszego świata i wepchniętych w inny, gdzie panuje straszliwy mróz, a magia jest czymś w zasadzie zwykłym. Takie „przenikanie światów” w wyjątkowy sposób fascynuje rosyjskich pisarzy, że należy tu wspomnieć choćby Władimira Wasiliewa („Wiedźmin z Wielkiego Kijowa”), Olgę Pankiejewą („Kroniki dziwnego królestwa”), a także pisarkę ukrywającą się pod pseudonimem Maks Frej („Obcy”). Szkoda, że u nas ich dzieła pojawiają się zwykle w formie okrojonej do jednego tomu lub też cykle są urywane w połowie – albo prezentowane czytelnikom od połowy. Nie służy to ani powieściom, ani ich odbiorcom.

 

Tytuł: „Tam, gdzie ciepło” 

  • Autor: Kornew Paweł (Korniew Paweł)
  • Tytuł oryginalny: „Там, где тепло”
  • Język oryginalny: rosyjski
  • Tłumacz: Dębski Rafał
  • Gatunek: science fiction
  • Stron: 570
  • Data publikacji: 10.2016
  • Serie wydawnicze: Fabryczna Zona
  • Cykle: „Przygranicze” (tom: 6)
  • ISBN: 978-83-7964-175-8
  • Cena: 39.90 zł

Dziękujemy Wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


comments powered by Disqus