
Bachanalia Fantastyczne
Copernicon
Cyber Falkon
Horyzonty Wyobraźni
Inne Sfery 2010
Mantikora VI
Nagroda Literacka im. Jerzego Żuławskiego
Nawikon
Orodlin
Pływ RPG
Pola Chwały
Projekt Dziedzictwo
Robotica RPG
StarForce 2010
VIS ARCANA
ZSzeF 2010
Wydawnictwo Egmont Polska i Serwis Paradoks zapraszają do wzięcia udziału w konkursie "Krzyk ludu".więcej...
Anime Dream
Arena Horror
BioWorld
Cinema City
Copernicus Corporation
Creatio Fantastica
DC MULTIVERSE
Dom Wydawniczy REBIS
Dragon Age
EGMONT Polska
Fantasy Komiks
Golden Storm Film
Hanami
KZ
LSF "Cytadela Syriusza"
MMORPG Kroniki Fallathanu
Najmita
Orodlin
OUTPOST
Pod Grzechoczącymi Kośćmi
QFANT
RedDragon - gra online
Santic.pl
SKMFiGF Grimuar
THE OUTER RIM
Trek.pl
Wydawnictwo Akapit-Press
Wydawnictwo Fabryka Słów
Wydawnictwo Initium
Wydawnictwo Jaguar
Wydawnictwo Kuźnia Gier
Wydawnictwo Mag
Wydawnictwo Portal
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Wydawnictwo Red Horse
Wydawnictwo Runa
Wydawnictwo Solaris
Wydawnictwo Supernowa
Równo dwa lat po premierze na naszym gruncie „Niebezpiecznych nawyków” Gartha Ennisa doczekaliśmy się finalnego tomu rozpisywanych przezeń przypadków Johna Constantine’a. Uprzedzając nieco fakty, „Łajdak u piekła bram” jawi się jako najbardziej udane dokonanie tegoż scenarzysty podczas jego pracy nad serią.
Niniejsza opowieść niejako „dopina” wątki rozpoczęte w „Niebezpiecznych nawykach”. Upokorzony szatan nie zamierza pozostać bezczynnym wobec nonszalancji Constantine’a. Ani na moment nie zrezygnował z zamiaru rewanżu na bezczelnym śmiertelniku wypatrując dogodnego ku temu momentu. Takowy nastąpił po przełamaniu impasu jakim były rządy nad piekielną sfera rzeczywistości przez triumwirat szatana, Azazela i Belzebuba. Ten pierwszy, zainspirowany przez żeńskiego demona, również deklarującego nienawiść wobec Constantine’a, zdołał przełamać ów mało dlań komfortowy układ. A to oznaczało szeroko otwartą drogę do rozprawy z domorosłym magikantem.
Tymczasem rzeczonemu „atrakcji” jak zwykle nie brakuje, bo jak mało kto przejawia on wyjątkowy talent do pakowania w kłopoty zarówno siebie jak i osób blisko z nim związanych. Niektórzy z nich (zresztą nie pierwszy już raz…) życiem przypłacą swą znajomość z Johnem. Inni zaś zaistnieją tylko po to, aby na dobre pożegnać się z serią i jej czytelnikami. Obok narastającego poczucia zagrożenia scenarzysta nie omieszkał zaakcentować tak lubianych przezeń wątków obyczajowych, również zresztą specyficznie ujętych. Widać to zwłaszcza w stanowiącej niejako „requiem” duetu Ennis/Dillon dla „Hellblazera” opowieści „Kraj ojców”.
Podobnie jak w przypadku poprzednich tomów, również i tym razem nie obyło się bez „gówniażerskich” zagrywek Ennisa typu: „Niedobry Bóg jest wszystkiemu winien!” Paradoksalnie to właśnie podobne teksty, które być może z marketingowego punktu widzenia okazały się nawet trafione, poprzez swą banalność i uproszczoną wizję rzeczywistości stanowią najsłabsze elementy tej fabuły. Wynurzenia zrozpaczonego Johna (scena w podziemiach kościoła) mogą wzbudzić przejęcie u co najwyżej wczesnego licealisty o buntowniczym zacięciu. W nieco dojrzalszym czytelniku wzbudzą co najwyżej ziewanie tudzież uśmiech politowania. Wątek rasistowski również potraktowano tu według do bólu ogranych standardów politycznej poprawności. Wszystko to jednak blednie w zestawieniu z wprawnie rozpisanymi, przekonującymi charakterologicznie postaciami i chociażby z tego względu ów tytuł zasługuje na uwagę.
Ponoć dla znużonych nadmiarem wątków metafizycznych czytelników taktyka Ennisa okazała się ożywczym urozmaiceniem. Irlandzki scenarzysta z lubością odarł postać Constantine’a z elementów nadprzyrodzonych zastępując cwanego, choć zarazem wzbudzającego sympatię znawcę magii, ulegającym nałogom egotą, a zarazem kierującym się hedonistycznymi zachciankami oraz instynktem przetrwania wykolejeńcem. Krótko pisząc - idealny „bohater” doby lat dziewięćdziesiątych, który i dziś z powodzeniem zyskałby licznych fanów. Być może niniejsze porównanie zabrzmi aż nazbyt ryzykownie niemniej wspomniana taktyka przypomina model stosowany z powodzeniem przez Stanley Kubicka m.in. w filmowej adaptacji „Lśnienia” Stephena Kinga. Bowiem ów genialny reżyser miast doszukiwać się przyczyny zła w czynnikach nadprzyrodzonych, jak miało to miejsce w literackim pierwowzorze, odnajdywał je w głębi ludzkiej duszy. Podobnymi założeniami zdawał się kierować w pracy nad „Hellblazerem” Ennis, co w początkach wspomnianej dekady rzeczywiście mogło stanowić istotne novum. Przyznam jednak, że z niecierpliwością wypatruję spolszczenia wcześniejszych perypetii Johna jak chociażby „Original Sins” w którym rzeczony ma jeszcze wiele wspólnego ze swym pierwowzorem zaistniałym po raz pierwszy w 37 numerze „Saga of the Swamp Thing”. Mimo upływu równo ćwierćwiecza od jego debiutu trzeba przyznać, że ta wersja Costantine’a, tak odmienna od hipostazy Ennisa również nosi w sobie mnóstwo walorów fabularnych. I tegoż nieco bardziej „umagicznionego” Hellblazera życzyłbym sobie jeszcze w tym roku.
Oschła stylistyka Dillona tradycyjnie eksponuje tę obrzydliwszą stronę rzeczywistości. Chwilami oscylujący ku grotesce z reguły pozostaje przy charakterystycznej dlań specyficznej odmianie realizmu, w której fizjonomie ukazywanych przezeń postaci są aż nazbyt często podobne. Podobnie jak w poprzednich odsłonach przypadków Costantine’a, Jesse’ego Custera czy Franciszka Zameckiego wspomniany twórca koncentruje się na sylwetkach postaci scenografię traktując czysto umownie. Z jednej strony Dillon oferuje niezmiennie wysoki poziom warsztatu; z drugiej zaś jednostajność jego maniery może niektórych czytelników z czasem znużyć. Tylko z pozoru hiperrealistyczne okładki autorstwa Glenna Fabry dopełniają klimatu tej serii, także pod tym względem niemal „genetycznej” poprzedniczki „Kaznodziei”.
Wraz z finałem dokonań Ennisa w niniejszej serii wypada mieć nadzieję, że wydawnictwo Egmont nie zrezygnuje z kontynuowania publikacji dziejów Constantine’a. W końcu wydania zbiorcze autorstwa Jamie’go Delano, Petera Milligana czy popularnego również u nas Mike’a Careya, choć odmienne od tego co zaprezentował koniunkturalnie pretensjonalny Irlandczyk, to jednak również mają sporo do zaoferowania czytelnikom złaknionym nieszablonowych fabuł.
Tytuł: "Hellblazer": "Łajdak u piekła bram", tom 5
- Scenariusz: Garth Ennis
- Rysunki: Steve Dillon
- Kolory: Tom Ziuko i Daniel Vozzo
- Ilustracje na okładkach: Glenn Fabry
- Tłumaczenie: Paulina Braiter
- Wydawca: Egmont
- Data publikacji: 21.06.2010 r.
- Oprawa: miękka
- Objętość: 224 strony
- Format: 170 x 260 mm
- Cena: 69,90 zł
Pierwotnie opublikowano na kartach miesięcznika “Hellblazer” nr 78-81 (czerwiec-listopad 1994 roku) oraz „Heartland” nr 1 (marzec 1997 roku).
Franciszek Zamecki? buhaha...

