Historia

10 lat Falkonu

Ostatni rok ubiegłego milenium w lubelskiej fantastyce był raczej nudny. Działo się niewiele - dwa istniejące kluby (Lubelski Klub Fantastyki „Syriusz” i Lubelska Sekcja Gier „Cytadela”) przeżywały kryzys. Po wspaniałej pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych następował powolny regres. Odbywały się co prawda regularne spotkania, ale pojawiała się na nich raptem garstka zapaleńców. Szczytem wysiłku organizacyjnego były lokalne Lubelskie Dni Fantastyki, które rokrocznie gromadziły nieco ponad 100 uczestników, a bywało, że niewiele ponad 50. Jednak w 2000 roku w LKF „Syriusz” zaczęło się pojawiać trochę nowych twarzy. Zderzenie doświadczenia z gorącą i świeżą hemoglobiną dało efekt przełomowy. Na wiosnę podjęto decyzję o organizacji dużego konwentu ogólnopolskiego. Aby lepiej z tym sobie poradzić, postanowiono stworzyć podmiot posiadający osobowość prawną - stowarzyszenie. Przystąpiliśmy do dzieła. Pełni chęci, pomysłów i zapału, chcieliśmy nawiązać do najświetniejszych czasów lubelskiego fandomu, wierzyliśmy, że miasto z takimi tradycjami fantastycznymi, musi mieć swój własny, ogólnopolski konwent.

Z Syriusza pochodzili organizatorzy, jednak aby impreza wypadła jak najlepiej, wypadało poszukać wsparcia. Propozycję złożono LSG „Cytadela”, która została przyjęta nie tylko z zainteresowaniem, ale również z entuzjazmem. W końcu znaliśmy się wcześniej, lubiliśmy i w ogóle. Pracy czekało na nas mnóstwo, ale w żadnym razie nikogo to nie zniechęcało.

Najważniejszym było ustalenia czasu i miejsca konwentu. Z tym pierwszym nie było trudno. Znaleźliśmy sympatyczny i dobry termin w ostatni weekend listopada. Akurat żaden inny konwent w tym czasie nie odbywał się w całej Polsce. Dwa tygodnie wcześniej miały miejsce imprezy w Łodzi i Wrocławiu, zaś dwa tygodnie później nadciągał Nordcon, więc akurat ładnie mieściliśmy się w terminarzu. Wydawało się, że więcej zachodu będzie z załatwieniem miejsca. Tu jednak nieocenionym stała się przyjaźń jednego z organizatorów z synem dyrektor IV L.O. w Lublinie. Umówieni na spotkanie, ubrawszy się może nie odświętnie, ale przynajmniej przyzwoicie, w składzie damsko - męskim, spotkaliśmy się z panią dyrektor. Rozmowa przebiegła w bardzo miłej atmosferze - początek czerwca, piękna, słoneczna pogoda, luz w szkole po skończonych maturach i nasze pełne nadziei twarze na pewno zrobiły swoje. Bez problemu się dogadaliśmy. Cena wynajmu była znośna, więc z podniesionym czołem ruszyliśmy organizować konwent.

Sztuką było znalezienie nazwy. Po długich dyskusjach wybraliśmy Falkon, choć trzeba przyznać, że przynajmniej przez pierwszy rok niemal równorzędnie funkcjonowała popierana przez wiele osób nazwa Samhain, odnosząca się do celtyckiego święta zmarłych, a konwent wszędzie funkcjonował pod nazwą dwuczłonową Falkon-Samhain. Ostatecznie jednak Samhain okazało się wyłącznie konwencją pierwszego konwentu, przypominającą zresztą klimat tegorocznej, dziesiątej edycji.

Od momentu załatwienia szkoły rozpoczęły się prace nad programem i sponsorami. Biegania za wszystkim było bardzo dużo, dziś wiemy że to norma przy każdym konwencie. Tu dochodził jeszcze ten utrudniający element, iż wszyscy organizatorzy albo mieli doświadczenia organizacyjne minimalne, albo żadne. Ale jednak się udało. Równolegle do tworzenia konwentu, odbywały się prace nad powołaniem stowarzyszenia. Po napisaniu statutu i złożeniu wniosku o rejestrację w sądzie długo czekaliśmy na rejestrację. W końcu 24 października 2000 roku powstało Lubelskie Stowarzyszenie Fantastyki „Cytadela Syriusza”. Z biegiem lat weszło ono w miejsce LKF „Syriusz”, przejęło pozostałości po rozwiązanej LSG „Cytadela” i od lat odpowiada za większość tego, co się dzieje w lubelskim światku fantastycznym.

Najbardziej zabawnym obrazem, jaki zapamiętałem z pierwszego Falkonu, była moja podróż na miejsce konwentu. Jechaliśmy maluchem. Wcześniej należało zgłosić się do sklepu „Krzyś”, który jest naszym ważnym sponsorem od dekady, i wziąć rzeczy na nagrody. Wśród nich były dwa pluszaki: Kubuś Puchatek i Osiołek - każdy mięciutki i wielkości dorosłego człowieka. Na każdym skrzyżowaniu ludzie gapili się na nas, podziwiając podróżujące na dachu ogromne, kolorowe zwierzaki. Niezły to był widok…

Ostatecznie konwent odwiedziło 430 osób, co jak na debiut uznać należy za duże osiągnięcie. Z pewnością przyczyniła się do tego miedzy innymi pogłoska, iż Nordcon 2000 się nie odbędzie. Ludzie, którzy tym konwentem mieli kończyć rok konwentowy, nie chcieli być może zostać na lodzie. Niektórzy więc wybrali Falkon. A że Nordcon jednak się odbył, cóż, mieliśmy szczęście, podobnie jak w tym, że mimo dużych organizacyjnych niedociągnięć, nic nie zostało zniszczone, a więc za nic nie musieliśmy płacić dodatkowo. Obyło się też bez jakichkolwiek nieprzyjemnych incydentów, poza jednym wyjątkiem, o których nie warto wspominać. Trzeba przyznać, że wtedy, w 2000 roku, mieliśmy mało doświadczenia, ale sporo zapału, błogą nieświadomość co do negatywnych aspektów organizowania konwentu oraz dużo, naprawdę duuużo szczęścia.

Kolejne Falkony to ciągły wzrost ilości punktów programu i liczby uczestników. Progres był widoczny wyraźnie, w następnych latach wyglądało to tak: 480, 650, 820, 900, 1080 osób. Dochodziły kolejne bloki programowe, coraz więcej atrakcji, pisarzy i wystawców. Falkon zdobywał coraz większą renomę, stając się jednym z największych konwentów w Polsce. Początkowo wzorowaliśmy się trochę na krakowskim Imladrisie. Po kilku latach jednak nadaliśmy Falkonowi własny charakter, z którego jesteśmy dumni. Falkon był i wciąż jest uznawany też za jeden z najlepszych konwentów w kraju, choć to nie do nas, ale do Was należy ostateczna ocena.

W 2002 roku udało nam się gościć gwiazdę światowego cyberpunka - Pat Cadigan, co było bardzo dużym osiągnięciem. Mimo że następne Falkonu nie doczekały się gościa zagranicznego, to jednak w drugiej dziesięciolatce pora będzie to zmienić. Strasznym przeżyciem był dla nas Falkon 2004. W konwentowy piątek nastąpiło oberwanie chmury… śnieżnej. Nie tylko Lublin, ale cała Polska zostały dosłownie zasypane tonami białego puchu. Drogi były albo nieprzejezdne, albo zakorkowane. Kraksa tira na moście w Puławach opóźniła o wiele godzin przekraczanie Wisły. Twórcy programu i uczestnicy spóźniali się na Falkon, nierzadko wiele godzin. Cały blok prelekcji piątkowych był pełen obsuw, przesunięć i łat, niemal nic nie odbywało się o czasie. Ostatni konwentowicze przybyli o 3 w nocy z piątku na sobotę, a my wciąż trzymaliśmy działającą akredytację. Najdłuższy zarejestrowany czas podróży do Lublina wyniósł około 17 godzin. Niektórzy nie dojechali, szczególnie w sobotę nikomu już nie chciało się przybyć na konwent, więc liczbę czterocyfrową Falkon osiągnął dopiero rok później. To była makabra nie tylko dla uczestników. Jako organizatorzy byliśmy potwornie zmęczeni, bo mieliśmy nawał roboty z łataniem dziur, przesuwaniem prelekcji itd. W piątek wieczorem czułem się, jakbym nie spał dwie doby; podobnie czuli się inni organizatorzy. Mam nadzieję, że pogoda nigdy więcej nie zrobi nam podobnego psikusa.

Z typowych punktów Falkonu z pewnością wiecie o koń-kursach. To zabawne, zwariowane i nietuzinkowe zawody w mniej lub bardziej głupich konkurencjach. Idea powstała na Wizkonie 2003 w Międzyrzecu Podlaskim, ale została wymyślona przez liczną lubelską ekipę. Bezwiedne patrzenie się w przestrzeń, bo tak nazwano pierwszy konkurs na najdłuższe gapienie się w ścianę, zrobił ogromną furorę. Od tego czasu każdemu Falkonowi towarzyszy blok takich koń-kursów. A pomysły z roku na rok są coraz bardziej odjechane.

W 2006 roku nastąpił pewien regres Falkonu, na szczęście kontrolowany. Pod koniec sierpnia zorganizowaliśmy drugi w historii (pierwszy w 1994 r.) w Lublinie Polcon, który odwiedziło blisko 1000 osób. Mieliśmy więc niecałe 3 miesiące, by zrobić Falkon. Okrągłe tysiąc uczestników należy uznać za sukces, chodź od kuchni wiedzieliśmy, że było słabiej.

2007 rok przyniósł ogromną zmianę w Falkonie. Od kilku edycji nie mieściliśmy się już w budynku IV L.O. i wynajmowaliśmy część Gimnazjum nr 19 obok. Z roku na rok coraz większą część wraz z rosnącymi potrzebami. Tego roku jednak otrzymaliśmy świetną propozycję od Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie - gdzie jest więcej miejsca i o niebo lepsze warunki. Przestronne sale, rzutniki, nowoczesny wygląd.utwierdziły nas w przekonaniu, że czas na zmianę, chociaż sentyment do „falkonowej czwórki” był ogromny. Wiele głosów twierdziło, że w innym miejscu to już nie będzie „to”, ale staraliśmy się ich przekonać, że będzie dobrze. I było. Wadą jest położenie - nie w centrum miasta, ale niemal na peryferiach. Okazało się jednak, że nie jest tak źle - jest tu spore zaplecze gastronomiczne, dobry dojazd, więc w sumie nie ma na co narzekać. Zaaklimatyzowaliśmy się na Wyspie i polubiliśmy to miejsce. W ten sposób spotykamy się tutaj już trzeci raz.

Falkon ma wsparcie miasta Lublin i jest częścią starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016, posiada również coraz większy prestiż. Od 2008 roku odbywa się tu uroczysta gala Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Mamy też znów progres uczestników: 1130 w 2007 roku oraz 1300 w roku następnym dają nam dowód, że coraz więcej osób jest zainteresowanych Falkonem, coraz więcej fantastów, dla których warto robić ten konwent.

Po 10 latach pracy wielu z nas wykruszyło się z organizacji. Jedni się wypalili, inni zajęli swoimi sprawami, pracą, życiem rodzinnym, część „wyrosła już z takich zabaw” i straciła zainteresowanie fantastyką, albo zmieniła po prostu miejsce zamieszkania. Niektórzy pozostali, z większym lub mniejszym natężeniem wciąż angażując się w to przedsięwzięcie i dbając o jego poziom. Całe szczęście szeregi stowarzyszenia i organizatorów Falkonu zasilają wciąż nowe, pełne zapału, osoby. Wszystkim, którzy w ciągu 10 lat Falkonu dołożyli swych starań do tego, by konwent miał się dobrze, by się rozwijał i sławił fantastykę, wielkie dzięki, na pewno o Was nie zapomnę. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz przyjdzie mi z Wami rozmawiać, bawić się, napić piwa czy zjeść kawałek tortu, popijając szampanem podczas dziesiątej edycji Falkonu.

Falkon to fantastyczna wizytówka Lublina. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek związanych z miastem, jeśli chodzi o nasze hobby. Mam nadzieję, że to się utrzyma, a Falkon będzie rósł w siłę. Jakie będą kolejne Falkony? Mam nadzieję, że jeszcze lepsze. Kto je będzie organizował? Pierwszy kwartał 2010 roku o tym zadecyduje. Czy w ogóle będą? Wierzę, że tak.

Krzysztof „Krzyś-Miś” Księski

Koordynator Falkonu 2000 - 2009



Falkon poleca